Jenson Button rzutem na taśmę wygrał GP Kanady.
Najlepszy z pewnością jak dotąd wyścig w swojej karierze.
Wyścig trwający aż ponad 4 godziny z haczykiem,
pobił chyba nie jeden rekord.
Wczorajszego dnia podczas wyścigu, mieliśmy co najmniej
tuzin niesamowitych zdarzeń, humorystycznych
jak i też przyprawiających niektórych o dreszcz lub nerwy.
Wyścig jak przewidywano rozpoczął się w deszczowych warunkach.
Sędziowie więc postanowili wystartować go za Samochodem Bezpieczeństwa.
Neutralizacja trwała podajże do 5 okrążenia, po czym zaczęto na dobre ściganie.
S. Vettel zdołał utrzymać prowadzenie, choć F. Alonso próbował wściekle atakować
Niemca, lecz skończyło się tylko na próbie. Kierowca Red Bulla nie oddał 1-pozycji,
i zaczął się oddalać od reszty stawki. Na pierwszych zakrętach po pokazaniu zielnej flagi,
miał miejsce atak L. Hamiltona na M. Webbera ze stajni pod znakiem Byka.
Doszło do kontaktu na wyjściu z zakrętu nr.1 i obróciło Austalijczyka, po czym spadł
o kilkanaście pozycji w dół, również takiego samego czynu doznał Anglik.
Później obydwoje kierowców mogliśmy oglądać jako odrabiających straty.
Kilka okrążeń później L. Hamilton chciał chyba z nawiązkom wykonać jeden z manewrów
wyprzedzania, że za bardzo zjechał do zewnętrznej na prostej start-meta przy ataku
na J. Buttona i po kontakcie z partnerem z zespołu uderzył w betonową bandę.
Tracąc tyn samym szansę na ukończenie wyścigu. Nastąpiła kolejna neutralizacja
na której pierwszy i nie ostatni raz skorzystał J. Button.
Po 12 rundach toru, wznowiono wyścig. Na pozycji lidera ciągle brylował S. Vettel
za nim był Alonso a 3 jechał F. Massa. Na Buttona nałożono jakąś nie logiczną karę,
za przekroczenie prędkości za SC.
Zaczęły się zjazdy w czołówce, dwójka Red Bulla zmieniła opony na kolejny komplet deszczówek.
Alonso zaś został zaopatrzony w przejściówki. To okazało się błędem.
Chwilę później zaczął padać deszcz, więc Ferrari nie trafiło z taktyką dla Hiszpana.
Po zjazdach innych kierowców pozostający cały czas na torze Kobayashi wskoczył na P2,
na czele nadal podążał S. Vettel. Niestety, dla dobra kierowców na 25 okrążeniu zatrzymano wyścig.
Po długiej przerwie trwającej grubo ponad godzinę, machina nazywana Formułą 1, ruszyła ponownie, do pokonania pozostało 45 okrążeń z 70 zaplanowanych, toru "Gilles Villeneuve". Wznowiony wyścig zaczął się za SC, i trwało to przez 9 okrążeń, po tym okresie kierowcy ujrzeli "Zieloną flagę i monotonna jazda już się skończyła. Sebastian Vettel obronił się przed atakiem Japońskiego Samuraja, Kamuyego Kobayashi z Saubera. Większość stawki zmieniła opony z pełnych deszczówek na ogumienie przejściowe. Jako jeden z niewielu nie zrobił tego Vettel, ale po kilku minutach samochód sędziowski znów był na torze. Wszystko przez kolizje F.Alonso z J. Buttonem w zakręcie nr3. na skutek której, reprezentant Ferrari F. Alonso aczkolwiek jego bolid zawisł na tarce po spinie którego wykręcił Hiszpan. Przy tak nisko zawieszonych bolidach, to prawie pewny koniec jazdy. Za samochodem bezpieczeństwa podążali kolejno Sebastian Vettel (Red Bull), Kamui Kobayashi (Sauber), Massą (Ferrari), Heidfeldem (Lotus Renault GP), Paulem di Restą (Force India) i Webberem z (Red Bulla) Button spadł w dół klasyfikacji, podajże przez kare "drive-through" nałożoną za kolizje z Alonso.Po raz kolejny neutralizacja skończyła się na 41 okrążeniu i kierowcy wrócili do rywalizacji o pozycje. Sucha linia była widoczna coraz bardziej, kierowcy zaczęli zjeżdżać po tak zwane "slicki" opony optymalne na suchą nawierzchnię. Jako pierwszy zjechał chyba Mark Webber, było jeszcze dość wcześnie, więc dla wielu było to zaskoczeniem, ponieważ lekki wyjazd poza optymalny tor równa się utratą przyczepności, o którym przekonał się jeden kierowca (ale o tym później :D) Walka nie tyle o pierwsze miejsce, co o dalsze miejsce toczyła się zażarcie. Schumacher przypomniał sobie jak się jeździ po mokrym torze, jak za swoich dobrych lat. Wyprzedził kilku rywali i wskoczył na 2 miejsce, zapachniało sensacją. Zaczęły się masowe zjazdy do alei serwisowej po slicki. Massa przy dublowaniu, dodajmy zawsze kłopotliwego HRT który ściga się sam ze sobą. Stracił panowanie nad czerwonym Ferrari i uszkodził przedni nos.
Na 13. okrążeń przed metą po raz piąty wyjechał safety car za sprawą wypadku Heidfelda, który po kontakcie z Kobayashim urwał przednie skrzydło wlokąc je przez chwilę pod bolidem. Dziewięć kółek przed końcem zawody wznowiono i prowadził Vettel przed Schumacherem, Webberem, Buttonem oraz Kobayashim. Lider szybko odjechał reszcie, zaś pod presją znalazł się Schumacher. Webber wyprzedził 42-latka 6 kółek przed metą, ale musiał go przepuścić, ponieważ ściął ostatnią szykanę. Na następnym okrążeniu Mark popełnił ten sam błąd, tym razem tracąc pozycję na rzecz Buttona. Reprezentant McLarena chwilę potem wyszedł na drugą lokatę i rozpoczął pogoń za Vettelem. Webber w końcu zgarnął Schumacherowi miejsce na podium, w międzyczasie Button zbliżał się do lidera. Na finałowym okrążeniu Vettel popełnił błąd wyjeżdżając na chwilę poza tor, co pozwoliło Buttonowi rzutem na taśmę objąć prowadzenie i wygrać wyścig.

Swietny wyścig dla spokojniejszej połowy Buttmilton. Pokonanie RBR to coś!
OdpowiedzUsuńCieszyła Nas także jazda Starego Schumiego. Dziadek dał czadu.
Zapraszam na Naszego bloga http://iamlewis4real.blog.onet.pl/ oraz gdybyś mogła informuj Nas o nowych notkach ;)